płyń swą elebethiel zapluty githiel
Na końcu ścieżki stała chatka z polerowanej Joyvah i otoczona klombem sztucznego kwiecia. Garfinkel wystukał szyfr zamka i gestem zaprosił gości do środka. Znaleźli się w obszernej komnacie, która zajmowała całą powierzchnię domku. Pod ścianami stało mnóstwo łóżek wyglądających tak, jakby dopiero co spały w nich zboczone kangury, a w kątach były poustawiane krzesła i stoły wyraźnie zdradzające lewe ręce elfowych rzemieślników. Środek zajmował długi stół zasypany stertą kart po gwałtownej partii kanasty i zastawiony półmiskami sztucznych owoców, które nie zmyliłyby nikogo nawet z odległości pięćdziesięciu metrów. Moxie i Pepsi natychmiast zaczęli je jeść zajawka.





- Czujcie się jak w domu - rzekł Garfinkel, wychodząc. - Koniec doby hotelowej o trzeciej.
Stomper ciężko opadł na krzesło, które złożyło się z nim ze stłumionym trzaskiem.
Od odejścia Garfinkela nie upłynęło nawet pięć minut, kiedy ktoś zapukał do drzwi i zirytowany Spam poszedł otworzyć.
- Lepiej niech to będzie jedzenie - mamrotał - bo zamierzam to zjeść.
Gwałtownie otworzył drzwi, ukazując tajemniczego nieznajomego w długiej szarej szacie i kapeluszu, noszącego grube czarne szkła i sztuczny gumowy nos, który bardzo nieprzekonująco zwisał mu na brodę. Przybysz nosił sztuczne wąsy, sznurkową perukę i ogromny, ręcznie malowany krawat z elfową panną. W lewej ręce dzierżył długi kij golfowy, a na nogach miał plażowe klapki. Palił grube cygaro.
Spam zachwiał się ze zdziwienia, a Stomper, Moxie, Pepsi oraz Frito zawołali jednym głosem:
- Goodgulf!
Starzec wczłapał do środka, zdejmując przebranie, ukazując znajomą twarz szarlatana i wydrwigrosza zakłady bukmacherskie.
- Jam to, we własnej osobie - przyznał czarodziej, rwąc sobie włosy z głowy. Potem kolejno podchodził do wędrowców i mocno ściskał im dłonie, rażąc elektrowstrząsami z ukrytej w dłoni gadżetu.
- No, no - rzekł odkrywczo. - Znów jesteśmy wszyscy razem.
- Wolałbym być w trzewiach smoka - odparł Frito.
- Ufam, że nadal masz to - powiedział Goodgulf, spoglądając na Frita.
- Masz na myśli Pierścień?
- Milcz! - zawołał Goodgulf. - Nie mów głośno o Wie kim Pierścieniu ani tu, ani nigdzie. Gdyby szpiedzy Sorheda odkryli, że ty, Frito Bugger, mieszkaniec Bagna, masz ten Pierścień, wszystko byłoby stracone. A jego szpiedzy są wszędzie. Dziewięciu Czarnych Jeźdźców ruszyło w drogę, a niektórzy powiadają, że widziano również siedmiu krasnoludków, sześć kucharek i całą rodzinę Trappów, razem z psem. Nawet ściany mają uszy - rzekł, wskazując na dwie duże małżowiny uszne wystające zza gzymsu kominka.